
Rankiem 15 września 2008 wraz z wiadomością o upadku Lehman Brothers i pikującej giełdzie podczas malowania rzęs tuszem Lancome (118 PLN) do oka wpadł mi paproch, który niczym kawałek lodu w baśni Andersena, tkwi tam do dziś. Moja kraina szczęśliwości szybko przemieniła się w krainę oszczędności. Dziś rzęsy maluję tuszem marki L'Oreal (49,99 PLN) i nie jest to jedyna konsekwencja trwającego od pamiętnego ranka kryzysu.
To właśnie wtedy uświadomiłam sobie swoje uzależnienie od światowej koniunktury. Posiadany przeze mnie kredyt hipoteczny stał się nie środkiem do ziszczenia marzeń o własnym M ale kulą u nogi, która uparcie ciągnie mnie na dno. Pierwsze paniczne myśli kierowały mnie na tory skrajnego zaciskania pasa. Planowałam jeść tylko pęczak z olejem i ziemniaki ze skwarkami a wszystkie pozostałe środki pieniężne odkładać. "Za późno na oszczędzanie, kiedy widać dno" - o tym wiedzieli już w Starożytności ale ja niestety uświadomiłam sobie to całkiem niedawno. Na szczęście życie jest pełne niespodzianek i tak było również w moim przypadku.
Nieoczekiwanie u szczytu recesji dostałam propozycję nowej pracy i to w firmie bardzo uzależnionej od kaprysów rynku nieruchomości i zasobności portfela jej luksusowej klienteli. Podjęłam to ryzyko i ku mojemu zaskoczeniu miast pęczaku stać mnie na jadanie obrzydliwie drogiej wołowiny z ekologicznych hodowli.
Ale mimo nowych możliwości jakaś cząstka mnie wzięła sobie do serca słowa Seneki i póki jeszcze nie zobaczyłam dna zaczęłam myśleć inaczej. Kumuluję środki bo nie wiem kiedy odsetki mojego kredytu zaczną narastać szybciej niż rosną grzyby po deszczu w Borach Tucholskich. Wakacje w Europie Zachodniej, targanej kryzysem i wysokim kursem euro zamieniłam na urocze i ekscytujące wschodnie zakątki. Lato na Krymie, narty na Huculszczyźnie to moje aktualne destynacje. Z lubością dzielę złoty na hrywny w miejsce mnożenia go razy cztery. Biorę udział w konkursach aby wygrać komputer zamiast go po prostu kupić. Na zakupy biegam do outletów i dyskontów, do restauracji i fryzjera chodzę tylko z kuponem Grupona/Grupera. W moim życiu zapachniało siarką ale do piekła jeszcze daleko, czyli kryzys znam z przekazów medialnych. Ale w oku ciągle tkwi wspomniany paproch i uwierając nie pozwala uwierzyć w polską zieloną wyspę. Podświadomie czekam, kiedy ta wesoła fantasmagoria pęknie wraz z kolejną bańką, którą gdzieś pompują ludzie pokroju filmowego Gordona Gekko.
* No Income No Job or Asset
Martyna
fot. flik.com/cc/ RamberMediaIages
Minimalizm i porządkowanie to nowe słowa w naszym słowniku
Szalejący kryzys można znać jedynie z mediów, jednak pracując w (...)
Maroko, jak tanio dojechać i zwiedzać Maroko. Blog paragonzpodrozy.pl
Walutą w Maroku jest Dirham (skrót Dh bądź MAD). 1 MAD to 37 gr. 1 (...)